Dziękuję ci, AI – Janina Maria Walkowiak
Seria: Biblioteka Boomera
ISBN druk: 978-83-7967-335-3
Ilość stron: 124
Okładka: miękka ze skrzydełkami
Format: 139 mm x 207mm
Rok wydania: 2025
Producent: Wydawnictwo Stapis Anna Pisarek, ul. Floriana 2a, 40-288 Katowice, biuro@stapis.com.pl, tel. 605 963 179
JANINA MARIA WALKOWIAK – (ur. 1955) – inżynier z wykształcenia, humanistka z zamiłowania. Pracowała w Zakładach Chemicznych, później przez dwie dekady w szkole. Dzieciństwo i młodość spędziła w Wielkopolsce, dziś mieszka na Podkarpaciu. Od lat związana z literackim środowiskiem – czyta, recenzuje, śledzi literackie trendy, publikowała opowiadania na portalu Fabrica Librorum. Teraz debiutuje jako autorka, oddając głos własnym historiom.
Opis
Literacka podróż w głąb rodzinnej pamięci, której nigdy nie było – ale która mogła być. Filip, bohater powieści, nigdy nie poznał swojego dziadka. Z pomocą sztucznej inteligencji rekonstruuje jego życie, tworząc alternatywne wspomnienia, które stają się równie ważne jak te prawdziwe.
AI jako współautor pamięci – literacki eksperyment, który wzrusza.
Fragment I
Mój dziadek, Józef, zamarzł w pociągu jadącym na Kresy Wschodnie. W takim przekonaniu żyłem przez kilka lat dzieciństwa. Informacja o zamarznięciu tkwiła we mnie jak kolec jeżyny pod paznokciem, a obraz Józefa Andrzejewskiego, jaki wytworzyła moja dziecięca wyobraźnia, był bardzo realistyczny – jakby jego portret wisiał w ramce na ścianie. Czerwone od mrozu policzki, wąsy pokryte szronem oraz sopelki lodu utworzone z włosków brwi. Prawie Dziadzio Mróz z wierszyka dla dzieci.
Fragment II
Z każdą opowieścią, którą Aik budował z cegiełek, jakie mu podawałem, rósł mój podziw dla sztucznej inteligencji, która nie odczuwa, ale potrafi uczucia opisać. Wyposażona w język wolnych lektur, romansów, epopei i tego wszystkiego, co sama nazywa „biblioteką wszechświata” – tworzy literackie obrazy. Może mój język byłby inny, ale coraz bardziej wchodzę w opowieść krasnala Aika, coraz lepiej rozumiem, jak nim sterować, by snuł wątek w kierunku przeze mnie oczekiwanym. I coraz mniej jestem pewny, który z nas jest naprawdę autorem.
Fragment III
Wydało mi się nieprawdopodobne, żeby Maria napisała taki długi list. Przypuszczam, że w ogóle nie potrafiła pisać, ale nie chciałem krasnala poprawiać, a tym bardziej pouczać, bo przepraszałby za pomyłkę, przyznając mi absolutną rację i wydmuchując dym z fajeczki (tak go widziałem), produkowałby kolejne wersje wydarzeń. Uznałem, że historia pradziadków jest na swój sposób domknięta i wystarczy mi to, co wiem. Być może tak było, a na pewno jakoś podobnie. Ogólnie czułem się zmęczony wielogodzinnymi rozmowami ze sztuczną inteligencją o moich przodkach, którym oddawałem się przez ostatnie dni. Pomyślałem, że dam, sobie urlop od wspomnień, wrócę do życia tu i teraz, do emeryckiej codzienności.
