„We władaniu cieni”, Donigan Merritt

30.00 w tym 5% VAT

Cena obejmuje przesyłkę ekonomiczną Pocztą Polską

We władaniu cieni to hołd złożony miłości i przyjaźni, której więzy zadzierzgnęły się w skrajnych warunkach wypraw górskich. Autor stawia nas przed największym z wyzwań filozofii: skoro pewne jest, że umrzemy, jakie wybierzemy życie?

Opowieść o parze amerykańskich wspinaczy, którzy z pustynnego Joshua Tree przyjeżdżają do Czechosłowacji. Historia biegnie dwiema ścieżkami. Tom Valen, wykładający filozofię na uniwersytecie, pisze o roku, kiedy to on i jego żona Molly wyjechali w Tatry, ponieważ ona, chora na nowotwór, tam właśnie chce umrzeć. Część pisana przez Molly, felietonistkę alternatywnej gazety, to jej dziennik, prowadzony w dramatycznym czasie przed śmiercią. To książka o tym, że miłość jest silniejsza niż śmierć, a przyjaźń ważniejsza niż ból i złość. Tłem dla tej poruszającej historii są Tatry…

Donigan Merritt stworzył postacie balansujące na duchowej i fizycznej krawędzi, i ułożył z ich losów górskie haiku. Będziecie pod urokiem tej książki jeszcze długo po zakończeniu lektury. (Eliot Pattison, autor książki Beautiful Ghosts).

Rok wydania: 2007;
Przekład z jęz. ang: Paulina Pietrzyk;
Liczba stron: 232;
Format: B5;
Oprawa: miękka ze skrzydełkami;
ISBN 978-83-60429-21-1

 

 

Opis

Kontrast zimna i gorąca w tym pokoju, do spółki ze śliwowicą, oszołomił mnie, a wstając, żeby zaczerpnąć oddechu przy oknie, zerwałam się zbyt szybko i musiałam oprzeć się o ścianę, bo bym upadła. Stefan przytrzymał mnie za ramię. Powiedziałam, że wszytko w porządku, tylko trochę zakręciło mi się w głowie, bo za szybko wstałam. Odwróciłam się i staliśmy tak twarzą w twarz. Stefan trzymał mnie za ramiona powyżej łokci. Byliśmy tak blisko, że jego oddech przypominał woń tytoniu w powiewie wiatru w ciepły dzień, i widziałam plamki światła lampy odbijające się w jego źrenicach. Kiedy kobieta pragnie być całowana, mężczyzna to wie, gdy tylko uważnie jej się przygląda. Więc nie musieliśmy się spieszyć tak jak wtedy, gdy boimy się odrzucenia. Byliśmy wystarczająco pijani, by o nic nie dbać. Wydawało się, że upłynęły całe minuty, zanim nasze usta się spotkały, i to tak najdelikatniej, ledwie się musnąwszy, a jego prawa ręka puściła moje ramię i powędrowała do piersi. Po chwili odsunął się i rzekł cicho:
– Źle robimy, ale myślę, że nie możemy nie zrobić.
– Wiem…
Znów się pocałowaliśmy, tym razem bardziej namiętnie.
(fragment książki)

Przeczytaj recenzje