„Baba i góry. Zapiski z wypraw”, Grażyna Szuba

25.00 w tym 5% VAT

To książka o górskich przygodach, ale i sposobie na życie. Bardzo często okazuje się, że z pasma imprez tylko kilka było naprawdę udanych, ze wszystkich urlopów tylko parę zasługiwało na powtórkę, że z poznanych ludzi niewielu tak naprawdę ma dla nas znaczenie. Znacznie więcej takich fajnych, ale i ważnych momentów przeżywają ludzie mający jakąś pasję. Którzy budują i realizują jakieś cele. Tak właśnie robi bohaterka tej książki. Każda wyprawa to pomysł, planowanie, przygotowanie i sam wyjazd. Dzięki temu więcej marzy i więcej planuje. Także znacznie więcej dostrzega i ocenia. Poznaje innych ludzi, inne kultury, religie, obyczaje. Świat staje się mniej obcy i bardziej zrozumiały. Nie ma tu wprawdzie mowy o wielkich wspinaczkach, dramatycznych chwilach z zagrożeniem życia w górach, ale właśnie pokazanie nie napuszonej, nie okraszonej wymyślonymi, byleby tylko sensacyjnie czy dramatycznie lub komediowo brzmiącymi historyjkami, pięknie sytuuje tę książkę wśród prawdziwych, rzeczywistych opisów ciekawego życia.

Format: A5
Liczba stron: 164
Oprawa: miękka
ISBN: 978-83-61050-86-5

Cena obejmuje wysyłkę ekonomiczną Pocztą Polską

Opis

Przeczytaj recenzje

„Baba i góry” to pozycja napisana lekko i z polotem. Autorka opowiada o swoich przeżyciach i przygodach żywo i barwnie, niekiedy z przymrużeniem oka, a przede wszystkim z ogromnym poczuciem humoru, szczególnie gdy pisze o rozmaitych perypetiach, jakie ją spotykały. Jej zapiski niejeden raz wywoływały na mojej twarzy uśmiech, a nawet wzbudzały głośny, szczery śmiech. Pozwoliły mi wczuć się w jej sytuację oraz wyraźnie odczuć klimat i atmosferę górskich wędrówek.
Naturalny, swobodny styl i żartobliwy, zabarwiony nutką subtelnego humoru język, jakimi posługuje się autorka, a także jej pasja, sprawiły, iż z miejsca zaczęłam bezwiednie się z nią utożsamiać. Czułam się, jakbym to ja była na jej miejscu i odczuwała zmęczenie trudną i długą drogą, błądziła po górskich szlakach, piła w schronisku herbatę z cytryną, przemokła niejeden raz do suchej nitki czy zdobywała Mont Blanc. W wyobraźni widziałam samą siebie, jak wielokrotnie przepakowuję się, jak usiłuję, mimo odwołanego niespodziewanie lotu, dotrzeć do Maroka, jak trafiam tam do niezbyt ekskluzywnego hoteliku, w którym muszę brać prysznic w zlewie i nocować z pająkami korsarzami, jak śpię na podłodze w nieprawdopodobnie przeludnionym alpejskim schronisku i przez całą noc męczę się, słuchając odgłosów chrapania współlokatorów. A gdy musiałam przerwać lekturę, nie mogłam się doczekać, kiedy do niej wrócę, by na nowo przeżywać ciekawe przygody.

(Dorota Pansewicz)